AKTUALNOŚCI
Aktualne AUKCJE - licytuj!
ZIMA podsumowanie
KARUNA dzieciom
Wybrane interwencje
Pilnie potrzebny środek transportu
Poszukujemy wolontariuszy
Możesz nas wspomóc wpłacając darowiznę na konto:
Volkswagen Bank Polska S.A
nr rachunku:
63 2130 0004 2001 0484 9634 0002
Za każdą pomoc serdecznie dziękujemy!
Niektóre nasze zwierzaki
Niestety z przyczyn technicznych możemy zamieścić bardzo ograniczoną ilość zdjęć. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów proponujemy kontakt mailowy, chętnie opowiemy o naszych podopiecznych.
SZPITALNE TYGRYSKI
Od 2004 roku przyjęliśmy na swoje barki opiekę nad kotami mieszkającymi na ternie jednego z warszawskich szpitali i była to niemała, bo licząca około 50 kotów grupka. Jak do tego doszło? Jak to zwykle w życiu bywa – przypadkiem albo zrządzeniem losu. Ktoś opowiedział dotychczasowej opiekunce, że i my dokarmiamy w ukryciu jej podopiecznych. Pani Hania skontaktowała się z nami, widać było, jak bardzo potrzebuje czyjejś pomocy. To ona opowiedziała wszystkie kocie historie, to ona pokazała wszystkie miejsca gdzie koty mieszkają na terenie szpitala. Nikt tu kotów nie potrzebował do tego stopnia, że pani Hania musiała się skradać z jedzeniem by je nakarmić. Szpitalne tygrysy były trute i prześladowane także przez psa, który wyprowadzany przez pracowników ochrony, zabawiał ich, ścigając i mordując te najsłabsze, najstarsze albo najmłodsze kotki. Kiedy się tym dowiedzieliśmy, stało się oczywiste, że musimy zmienić ten stan rzeczy. Doszło do rozmowy z Panią Dyrektor a mówiąc wprost zaproponowaliśmy rodzaj współpracy: my zajmiemy się kotami w miarę możliwości jak najbardziej profesjonalnie: sterylizacja, szczepienia i pełna opieka a w zamian koty będą legalnie karmione, przestaną być prześladowane a pies będzie wypuszczany albo na smyczy albo w kagańcu. Udało się, Pani dyrektor okazała się osobą bardzo przychylną naszemu pomysłowi i tak rok po roku warunki ich życia ulegają poprawie. W 2006 dyrekcja szpitala przekazała na rzecz naszych kotów starą drewnianą stróżówkę. Ociepliliśmy ją styropianem, w środku zrobiliśmy legowiska i wycięliśmy 2 wejścia zabezpieczone przed wiatrem. Dodatkowo udało się dostawić 4 budki do karmienia. Ponieważ na terenie szpitala koty bytują w 6 miejscach, ten jeden domek jest dopiero pierwszym w miarę dobrze przystosowanym miejscem gdzie kotki mają szansę przetrwać ostrzejszą zimę. W tym roku chcemy dostawić kolejne domki spełniające funkcję schronienia i stołówki zarazem. Położenie szpitala w środku dużego osiedla powoduje niestety, że nie ma miesiąca by nie trafiały do nas nowe, najczęściej wyrzucane lub w inny sposób skrzywdzone przez człowieka zwierzęta. Okrutni, nieodpowiedzialni ludzie pozbywają się w ten bezlitosny sposób nie tylko ciężarnych kotek czy nie wykastrowanych kocurów, ale także zupełnie bezradnych szczeniaków i kociąt.
Fotoalbum 1
Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.
Musimy w tym miejscu opowiedzieć choć w kilku słowach smutną historię kota Rudusia (foto powyżej). Był szczęśliwym, zdrowym, cieszącym się wolnością kotem. Był …. Dopóki ktoś go nie okaleczył. Pewnego dnia po prostu nie przyszedł w porze karmienia. Szukaliśmy wszędzie, z rosnącym w sercu przeczuciem, że musiało się wydarzyć coś strasznego. Po tygodniu, z daleka, słaniając się z wyczerpania i bólu przyszedł. Przednia łapka, przeraźliwie opuchnięta dosłownie zwisała z jego barku. Nie było czasu na zastawianie klatki do łapania, został złapany przez wolontariuszkę (mającą wówczas rękę w gipsie) bez żadnego sprzętu. Natychmiast został zawieziony do kliniki. Rentgen i … wyrok. Konieczność podjęcia szybkiej decyzji, może nawet tej ostatecznej. Łapa była okrutnie pogruchotana. Najbezpieczniejszym i najpewniejszym od strony potencjalnych komplikacji zabiegiem była amputacja. Drugim wyjściem było podjęcie próby poskładania kości z ryzykiem ogromnych komplikacji pooperacyjnych. W jednym i drugim przypadku, zerowe szanse na powrót Rudusia do środowiska naturalnego. Ten okrutny „ktoś”, kto tak bestialsko drągiem lub pałką go zranił, na zawsze zabrał mu to co najbardziej kochał – wolność. Na zawsze zabrał mu jego niezależność i dumę. Decyzja trudna. To całkowicie dziki kot, nawet nam, jego codziennym opiekunom nigdy dotąd nie pozwolił się nawet dotknąć. Będzie musiał zamieszkać z człowiekiem, a my będziemy musieli go socjalizować. Mimo to nie mieliśmy wątpliwości. Decyzja: próbujemy ratować łapę. Wtedy Ruduś po raz pierwszy dał się nam pogłaskać, jakby wiedział, że właśnie w tym momencie ważą się jego losy. A dziś, operacja się udała, Ruduś nie obciąża tej łapki zbytnio, ale doskonale sobie radzi wśród innych, uratowanych jak on kotów. Nauczył się mieszkać z człowiekiem. Przebywa w przytulisku domowym, ale głaskać może go tylko ta wolontariuszka, która wówczas uratowała mu życie.
Fotoalbum 2
Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.
Jeżeli możesz i chcesz pomóc konkretnie tym zwierzakom skontaktuj się z nami – morze potrzeb jest ogromne. Możesz też wpłacić choćby najmniejszą kwotę na konto z dopiskiem: darowizna - koty szpitalne. Naprawdę liczy się każda złotówka. Za każdą pomoc z całego serca SERDECZNIE DZIĘKUJEMY.
PRZYTULISKO DOMOWE PANI REGINY MĄCZEWSKIEJ.
Ta wspaniała osoba, wolontariuszka duszą i ciałem w ciągu 11 lat uratowała dziesiątki kocich istnień. W tej chwili ma pod swoją opieką 51 kotów. Wielu z nich wymaga stałej pomocy weterynaryjnej, specjalistycznych karm i preparatów. Dzięki swojej niezwykłej determinacji, wielokrotnie wygrywała walkę o życie nawet tych zwierzaków, którym żaden lekarz nie rokował szansy na przeżycie. Przez te wszystkie lata jedyną jej troską było tylko i wyłącznie dobro zwierząt tych porzucanych, bestialsko okaleczanych a niejednokrotnie po prostu umierających na ulicy z głodu, wyczerpania czy odniesionych w wypadku ran.
Poniżej zamieszczamy tylko niektórych jej podopiecznych, które czekają na nowe, pełne miłości, odpowiedzialne domy. Te adopcje stwarzają możliwości ratowania kolejnych potrzebujących zwierzaków.
Fotoalbum 3
Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.
Jeżeli możesz i chcesz pomóc konkretnie tym zwierzakom skontaktuj się z nami – morze potrzeb jest ogromne. Możesz też wpłacić choćby najmniejszą kwotę na konto z dopiskiem: darowizna – przytulisko Reginy Mączewskiej. Naprawdę liczy się każda złotówka. Za każdą pomoc z całego serca SERDECZNIE DZIĘKUJEMY.
KOTY PRASKIE
Jest ich ponad 60. Żyją w niezwykle trudnych warunkach, niejednokrotnie prześladowane przez okolicznych mieszkańców. Ich opiekunką jest niezwykła osoba, wolontariuszka, Pani Wiesia Nowakowska. Ta starsza, schorowana kobieta tylko dzięki wyjątkowemu uporowi i niesamowitej miłości do tych stworzeń przez kilka lat doprowadziła do wysterylizowania wielu ze swoich podopiecznych a wielu chorym bądź porzuconym kociętom znalazła nowe pełne miłości domy. Każdego dnia walczy o szacunek dla zwierząt, rozmawia z władzami i zwykłymi ludźmi, tłumaczy ich ważną rolę w miejskim ekosystemie, walczy o ich prawo do życia.
FOTO (już wkrótce)
Jeżeli możesz i chcesz pomóc konkretnie tym zwierzakom skontaktuj się z nami – morze potrzeb jest ogromne. Możesz też wpłacić choćby najmniejszą kwotę na konto z dopiskiem: darowizna – koty praskie. Naprawdę liczy się każda złotówka. Za każdą pomoc z całego serca SERDECZNIE DZIĘKUJEMY.
Już wkrótce ……
Historia psa Maksa (bestialsko pobitego przez nieletnich chuliganów na jednym z warszawskich osiedli).
I dużo więcej zwierzaków z naszych interwencji.










