DSC06799

Ursynów dobry dla zwierząt!

Jak co roku, we wrześniu, spotkaliśmy się na „Ursynowie dobrym dla zwierząt”. Oczywiście nie mogło nas tam zabraknąć. Promowaliśmy bezpieczeństwo zwierzaków w podróży i od razu znaleźliśmy chętnego „modela” – przesympatycznego psa imieniem Bernard.

Został on znaleziony na Mazurach w  tegoroczne wakacje. Pomyśleliśmy więc, że jest idealnym kandydatem do zaprezentowania kapoka. Z radością dał go sobie założyć  i promował na całym pikniku.

Poznaliśmy wielu wspaniałych właścicieli czworonogów, jak i ich samych. Konieczna jest wzmianka o suni Tuni – ma za sobą kilka heroicznych czynów, jest także psem biegającym maratony. Odwiedziły nas także koty oraz psy z wolontariuszami ze schroniska „Na Paluchu”. Kolejnym gościem została Masia – zaprzyjaźniona sunia, która bez zbędnych słów współpracowała z nami, nie mogąc doczekać się nagrody w ramach niedyskutowania. Uczestnicy mogli wziąć udział w konkursie z nagrodami.

Zwierzaki były nad wyraz chętne, czego nie pożałowały. Właściciele czworonogów mogli zaczipować swojego przyjaciela, jak i sprawdzić czipa. Safe Animal uczestnikom konkursu kundelkowego podarował dziesięć czipów. Psiaki oraz jeden kot zostały zaczipowane przez lekarza weterynarii i od razu wprowadzone do Bazy w Internecie.

Dziękujemy fundacji „Pegasus” za zaproszenie, już jesteśmy umówieni na przyszły rok. Mamy nadzieję, że i Was nie zabraknie na kolejnym pikniku.

Do zobaczenia!

Czytaj więcej

KASTRUJEMY

Ta ruda suka…

Kampanię Kastrujemy Bezdomność rozpoczęliśmy miesiąc temu. Jedni mówią o niej mocna, inni szokująca a jeszcze inni poruszająca. Cieszymy się z tak dobrych opinii i tak wielu wyrazów poparcia i zrozumienia dla istoty problemu bezdomności zwierząt. Musimy jednak podkreślić, iż nasz spot nie miał na celu wyłącznie edukacji. Miał na celu przede wszystkim działanie, ogólnopolską akcję kastracji.

Nasza kampania to także DRAMATYCZNE WOŁANIE O POMOC. Celem było również dotarcie do Was, abyście stali się częścią programu Kastrujemy Bezdomność, abyśmy RAZEM sprawili, że za kilka lat liczba bezdomnych zwierząt znacznie się zmniejszy. To naprawdę jest możliwe.

Od momentu ukazania się spotu w internecie i w TVN24 (za co dziękujemy całej redakcji), każdego dnia zgłaszają się do nas osoby, które proszą o sfinansowanie kastracji. Są to ludzie z różnych miejsc w Polsce, ludzie których po prostu nie stać na opłacenie zabiegu. Są wśród nich tacy, którzy nie chcą zanosić kolejnych psich noworodków do uśpienia, bo z różnych przyczyn nie są w stanie dopilnować swojej suczki. Jest także jedna Pani, która prosi o jak najszybszą kastrację 3 kotek, bo maluchy w tym miejscu gdzie się rodzą i tak nie przeżyją.

Jedyną przeszkodą w naszych działaniach są finanse a raczej ich skromne zasoby.

Czy 5 lub 10 złotych to dużo?

Nie wiem, to zależy. Ale jeśli możesz podarować na kastrację co miesiąc 5 lub 10 złotych, prosimy, zrób to.

Jak?

  • Ustaw przelew stały na dowolną kwotę. Naprawdę każda złotówka ma ogromne znaczenie, jeśli wiele osób co miesiąc zasili nasz fundusz kastracyjny kwotą 5, 10 czy 20 złotych, każdego miesiąca będziemy mieli STAŁĄ PULĘ, konkretną kwotę na finansowanie zabiegów a to pozwoli nam łatwiej negocjować korzystne ceny zabiegów.

Volkswagen Bank nr rachunku: 90 2130 0004 2001 0484 9634 0001
z dopiskiem: kastrujemy bezdomność – STAŁE

  • ZE SZCZEGÓLNYM APELEM ZWRACAMY SIĘ DO WSZYSTKICH LECZNIC WETERYNARYJNYCH W POLSCE!

Jeśli jesteś lekarzem weterynarii i prowadzisz własną praktykę zostań partnerem programu.

Podaruj nam choć jeden zabieg kastracji bezpłatnie w miesiącu.

Razem stworzymy ogólnopolską mapę programu KASTRUJEMY BEZDOMNOŚĆ.

Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres biuro@fundacjakaruna.org. Prosimy także o załączenie cennika zabiegów dla naszego programu oraz cenę czipowania. A także logo lecznicy oraz adres strony internetowej.

Mamy już dwóch Partnerów akcji:

  1. Gabinet Doroty Sumińskiej (ul. Klaudyny 32, Warszawa)
  2. Lecznica HEMATOWET (ul. Krasińskiego 33a, Warszawa)

 

  • Prowadzisz własną firmę? Zostań SPONSOREM programu. Nie zapomnimy Cię wyróżnić. Zareklamujemy Cię na naszej stronie i wszelkich materiałach informacyjnych jakie będziemy tworzyć. Napisz do nas biuro@fundacjakaruna.orglub zadzwoń 660 452 101

 

TYLKO RAZEM ZMIENIMY NA LEPSZY LOS POLSKICH ZWIERZĄT.

KASTRUJEMY

 

 

 

Czytaj więcej

Fundacja_Karuna1

Kastruj z nami bezdomność!

 

Stanisława Celińska, Krystyna Janda, Magdalena Popławska i Dorota Sumińska całkowicie charytatywnie, z prawdziwego szacunku dla zwierząt i ze zrozumienia istoty problemu bezdomności zwierząt w Polsce.

Ola Szpaderska, Marcin Piechura i Andrzej Słomkowski – ekipa profesjonalistów, która poświęciła swój czas, wiedzę i umiejętności by stworzyć nasz spot i trafić do Waszych serc i umysłów.

Oni wszyscy zrobili to dla zwierząt, wszyscy zrobili to charytatywnie.

Cudownie się z Wami pracuje, cudownie się patrzy na Wasze uśmiechnięte zwierzaki.

Dziękujemy, z głębi serca. I tkwimy w nadziei, że ten nasz wspólny krótki filmik nareszcie obudzi Polaków ze snu, w którym schroniska chronią zwierzęta, które się zgubiły.

Rodacy, czas otworzyć oczy i spojrzeć w oczy prawdziwemu psu i kotu, nie wyobrażeniu o nim. Czas zobaczyć jakie piekło my ludzie stworzyliśmy naszym przyjaciołom, psom i kotom codziennie skazywanym na cierpienie i śmierć w zamian za zaufanie i wierność jakim obdarzają człowieka. Piekło, które dla nich zbudowaliśmy my, nikt inny. Piekło, na które nie zasługują. Zwierząt jest zdecydowanie więcej niż domów dla nich. Dlatego kastracja jest tak ważna. To jedyna uczciwa wobec zwierząt metoda, by nie musiały spędzić większości życia za kratami, by nie musiały oddać życia tylko dlatego, że się urodziły.

Często mówicie do nas „No tak, moja suczka/kotka jest w ciąży – ale jak urodzi to już mam chętnych na maluchy wśród znajomych”

My odpowiadamy „ Wezmą od Ciebie te, które nie musiały się urodzić, zamiast tych, które już siedzą w więzieniu, albo zawisną w worku na ogrodzeniu najbliższego schroniska.” Pomyśl jak wiele mogłaś/eś zrobić dla tych zwierząt, które są już na świecie i zastanów się dlaczego tego nie zrobiłaś/eś.

Wykastruj swoją suczkę, kotkę a znajomych namów do adopcji, namów do tego by uratowali choć jedno psie lub kocie istnienie przed piekłem lub by je z tego piekła wyrwali.

My wciąż wierzymy w Was. Liczymy na Was, bo tylko z Wami możemy w ciągu kilku lat odwrócić sytuację i sprawić, że zwierzęta nie będą zabijane zaraz po urodzeniu, że nie będą latami czekać, z nosem wbitym w kratę, na człowieka, który nigdy po niego nie przyjdzie.

Gdyby jeden milion Polaków podarował nam tylko po 1 złotówce wykastrowalibyśmy 4000* psów i kotów a tym samym NIE urodziłoby się 400 000** zwierząt, dla których i tak nie ma domów.

*przy średniej cenie zabiegu 250 zł
** 100 – tyle przez całe życie może urodzić jedna kotka lub suczka

NAPRAWDĘ MOŻEMY TO ZMIENIĆ – POMÓŻ

A to kilka chwil uchwyconych podczas pracy nad spotem:

Czytaj więcej

KP2

Niezwykła kocia przyjaźń. Pomóż….

Wąsik (czarnula z białym wąsikiem) i Knopeczka (biało-bura łatka). Dwie przyjaciółki, na dobre i na złe. Nie wiemy kim dla siebie są, może Knopeczka jest mamą Wąsiczki…? Może po prostu łączy je niewyobrażalna kocia przyjaźń…. Jedno wiemy na pewno: Wąsik uratowała życie Knopeczce.

Pierwsza na parkingu pojawiła się Wąsiczka. Na początku z wielką nieufnością, potem coraz śmielej podchodziła coraz bliżej. Głód zabija strach, musi – inaczej pozostaje umrzeć. Gdy zrozumiała, że nasz catering jest stały, że nie mamy świąt i urlopów i nie boimy się ani mrozu ani deszczu ani upałów, nie wiadomo skąd, pewnego dnia przyprowadziła Knopeczkę. Starszą kocią panią po przejściach. Lękliwą, nieufną i biedną. Niewiele o nich wiemy, ale gdy tylko Knopeczka zadomowiła się na parkingu, postanowiliśmy je obie zabrać do lecznicy, na przegląd i oczywiście kastrację.

W lecznicy okazało się że:

Wąsik to młoda, około roczna kicia i co ciekawe wykastrowana, jest zdrowa.

Knopeczka zaś to starsza pani z bardzo chorymi zębami.

 

Obie dziewczyny są już po przeglądzie, Knopeczka wykastrowana, chore zęby usunięte.

Obie wrócą na parking, choć nie jest to koci raj a zima ułatwiła im przetrwanie, bo była łaskawa i niezbyt mroźna i długa.

I tak sobie marzymy, żeby ktoś pokochał dziewczyny i zechciał je przygarnąć. Dając ciepły kąt i bezpieczeństwo. One muszą być razem – takich istot nie wolno rozdzielać, bo bardzo się sobą opiekują i tylko razem czują się bezpiecznie.

Adopcja: 660 452 101

Dopóki nie znajdziemy im najlepszego miejsca na ziemi, możesz pomóc w opiece nad Wąsikiem i Knopeczką, przekazując grosik na karmę lub budkę aby miały gdzie schronić się przed deszczem.

Volkswagen Bank: nr rachunku 63 2130 0004 2001 0484 9634 0002

z dopiskiem: Wąsik i Knopeczka

Czytaj więcej

Rudzia1

BlonDYSIA i RUDZIA – dwie cudowne siostrzyczki straciły wszystko. Podaruj im siebie.

Straciły wszystko, bo ktoś kto obiecał wspólne życie na dobre i na złe i że ZAWSZE razem,  zapomniał, że był dla nich CAŁYM ŚWIATEM i wyjechał. Po prostu je zostawił.

Choć siostry, choć wychowywane razem w taki sam sposób, są zupełnie inne.

BlonDYSIA zawsze pierwsza do kontaktów z innymi, domagająca się pieszczot, lubiąca się bawić sznurkami, patyczkami, kocimi zabawkami. RUDZIA raczej w drugim planie, nie chce miauczeć, tylko wydaje z siebie cichy, prawie niemy odgłos. Jest mniej przebojowa niż siostra, ale równie kochana.

Kociczki są przyjazne i bezkonfliktowe, jeśli w domu są dzieci, nie powinno być żadnych problemów. BlonDYSIA (w skrócie mówimy na nią Dysia) jest liderką, to ona dopomina się co rano o jedzenia za siebie i siostrę. RUDZIA jest trochę z boku i woli ustronne miejsca. Dysia zaś preferuje kolana „Człowieków”.

Obie są ułożone i bezproblemowo korzystają z kuwety. Są to najmilsze i najbardziej łagodne koty na świecie.

Teraz Ty możesz być ich całym światem, na dobre i na złe. Możesz pokazać dziewczynkom, że człowiek potrafi kochać i podarować kotu coś o wiele więcej niż miseczkę jedzenia – SIEBIE.

Dziewczyny mają po 6 lat, wysterylizowane, szczepione, mają książeczki zdrowia.

Uwaga! Do adopcji WYŁĄCZNIE RAZEM.

Kontakt w sprawie adopcji: fundacja KARUNA – 660 452 101 lub do obecnej tymczasowej opiekunki 507 058 565.

Czytaj więcej

Edzia1

Edzia. Kotka nie z tej ziemi.

Nie znamy jej historii. Wszystko wskazuje, że została porzucona. A może umarł jej opiekun a rodzina postąpiła tak, jak to się zdarza niestety najczęściej…? Nie wiemy, może Edzia kiedyś sama to opowie. W pełni domowa koteczka szukała pomocy na warszawskim Okęciu przy drzwiach jednej z firm bo tam byli ludzie.

Edzia to kotka ideał. Spokojna, dobra istota. Całkowicie zakochana w każdej ludzkiej osobie, dlatego szukamy dla niej człowieka, który podaruje jej całego siebie. Edzia kocha człowiecze kolana, a jeśli oprócz swoich kolan podarujesz jej rozmowę, miłe głaskanie, pełną miseczkę i bezpieczeństwo, Edzia pokocha Cię bezgranicznie. Może zamieszkać z innymi kotami, choć trochę się ich boi. Unika sporów, to mądra Kicia.

Edzia kocha ludzi – kto pokocha Edzię?

Kontakt w sprawie adopcji: 660 452 101

Dziewczynka ma około 3 lat – całkowicie zdrowa, wykastrowana, zaszczepiona i zaczipowana.

Czytaj więcej

Kastor4

KASTOR

aktualizacja 23.11.2013

Kastor mieszka już w nowym domu z kochającą go opiekunką :)

………………………………………………………

 

A tak naprawdę tragiczna historia psa, jego rodziny i grupki ludzi, którzy spotkali się we właściwym miejscu, o właściwej porze by spróbować uratować jedno psie życie.

PIES

To stało się 16 września około godziny 20:00 na skrzyżowaniu ul. Grochowskiej i Podolskiej w Warszawie. Jedziemy ul. Grochowską a na skrzyżowaniu, na wysepce oddzielającej dwa pasy ruchu, widzę grupkę ludzi i leżącego w kałuży krwi dużego psa. Zawracamy, zatrzymujemy się i biegniemy do nich. Eko patrol wezwany, nie wezwany? Nie wiemy…. Dyżurny stwierdził, że patrol się zbiera więc nie wiadomo kiedy przyjadą. Szok, co to znaczy się zbiera? Jeden je obiad, drugi siedzi w kiblu, czy jeszcze jest w domu? Nie wiemy, przecież EKO PATROL Straży Miejskiej ma działać teoretycznie 24h na dobę!

Nieważne, za to zabierzemy się później, teraz ważny jest on, duży przepiękny owczarek niemiecki. Przerażony, smutny, w szoku, krwawiący, nie za bardzo widać skąd. Szybka decyzja, jedziemy do najlepszej lecznicy całodobowej jaką znam, Sfora na szczęście jest tylko kilka kilometrów od miejsca wypadku. Po drodze dzwonię do pani weterynarz, mówię co i jak, w odpowiedzi słyszę krótkie „przygotowujemy gabinet i czekamy”. Pełny profesjonalizm. Dojeżdżamy, w poczekalni pacjenci, ale nie pozostają bez pomocy, dwie lekarki w tym szefowa całego przybytku czeka na nas. Bierzemy nosze, nie jest łatwo wyjąć 40 kilogramowego, ciężko rannego psa… Udaje się, kładziemy go na stół, czekamy…

LEKARKI

Szybko, tak jak zawsze powinno to wyglądać, zabierają się do pracy. Uwijają się jak w ukropie, wszystko dzieje się jak na najlepszym filmie o oddziale ratownictwa. Dokładne oględziny pacjenta, w tym samym czasie wenflon, kroplówki, zastrzyki i wszystko to, co w tej tragicznej sytuacji gdzieś w głębi zaczynam podziwiać. Widzę w tych wszystkich czynnościach pełny profesjonalizm ale najważniejsze, że widzę w dwóch kobietach lekarki przez duże L. Widzę to, czego często nie widzę nawet u ludzkich lekarzy. Widzę prawdziwe zaangażowanie i prawdziwą walkę o życie. DZIĘKUJĘ. Dziękuję, że znowu poczułam, że zwierzę jest PACJENTEM, a nie jakimś zwierzakiem potrąconym przez samochód.

LUDZIE

Agata. Widziała tego biedaka idącego prawą stroną trzypasmowej ulicy, właśnie zawracała, żeby zgarnąć go z jezdni. Nie zdążyła…

Gnój. Jadący za Agatą bandyta, nawet nie zdjął nogi z gazu, uderzył psa. Nie zwolnił, uciekł. Tchórz, ludzkie dno. Gdyby to było dziecko pewnie uciekłby tak samo. Miał zielone światło, ale pies był wtedy na pasach, szedł po przejściu dla pieszych. Zielone światło to NIE JEST licencja na zabijanie. Zdarza się, że dziecko a nawet dorośli nagle wbiegają na czerwonym świetle, bo np. pędzą do stojącego na przystanku autobusu czy tramwaju. Brzydzę się i wierzę, że karma powraca, że kiedyś spotka go coś takiego, co spowoduje, że zrozumie jak bardzo w tej jednej chwili się odczłowieczył.

Andrzej. Świetny gość, po prostu był. Podszedł i od razu zaproponował Agacie pomoc, natychmiast pobiegł po swój samochód, podjechał i czekał na ?co dalej?. To do jego samochodu zapakowaliśmy psiaka, bez troski o to czy autko się pobrudzi. Dzięki Andrzej, jesteś wielki. Cieszę się, że Cię poznałam.

Eryk. Człowiek kosmos, dzień wcześniej wrócił do Polski po wielu latach a tu bach ? ciężkie spotkanie z rzeczywistością. Numer 112 bez odzewu ? szok pierwszy, Eko patrol ?zbiera ekipę?, nie wiadomo czy w ogóle przyjadą ? szok drugi, kierowca samochodu, który potrącił psa ucieka – szok trzeci. Eryk po prostu wysiadł z tramwaju, to był jego przystanek. Od razu podszedł do Agaty, Andrzeja i cierpiącego psa. Od razu zaczął z psem rozmawiać. Mówił mu, że wszystko będzie dobrze, że ma żyć, że nie jest już sam i że nikt go tu nie zostawi. A w domu Eryka mieszka 12 letnia sunia – chora na raka. Agata, Eryk i Andrzej ? trójka obcych sobie ludzi ? ratują psa.

Marek. Po prostu przejeżdżał, natychmiast się zatrzymał, natychmiast wyjął matę z samochodu, żeby położyć na niej rannego. Człowiek konkret. Dlaczego? Bo tak trzeba i tak powinien postąpić każdy, absolutnie każdy. Ale zrobiła to tylko grupka tych ludzi. Marek także pojechał z nami do lecznicy, bo wiedział, że toczy się walka o życie. Dziękujemy za pomoc, bardzo i z głębi serca.

Aga. To ona zauważyła tych wszystkich ludzi i krwawiącego psa, a potem pomogła wnosić go lecznicy i razem z Erykiem głaskała go po głowie.

Beata czyli ja. Skromna moc sprawcza tego wieczoru. Samozwańcza, późniejsza kierowniczka akcji, która dzięki tym wszystkim ludziom, mogła podjąć kilka ważnych dla ratowania tego psa decyzji.

DIAGNOZA

Złamanie otwarte lewej, tylnej łapy, cała kończyna na zdjęciu RTG wygląda jak puzzle. Prawe kolano uszkodzone, miednica prawdopodobnie też, kręgosłup na szczęście cały. Wszystko okaże w ciągu najbliższych godzin. Jest krew w moczu, choć pęcherz cały. Za wcześnie na 100% pewność, czasem zdarza się, że gdzieś z mikro urazu sączy się krew, nie widać tego nawet na USG, dlatego trzeba czekać. Czekamy. Dziś (17 września) diagnozę postawi ortopeda, zoperuje psa, decyzja w jego rękach, wiemy że zrobi to co będzie najlepsze dla pacjenta. Albo składanie puzzli, albo amputacja. Złamania otwarte są zawsze bardzo trudne.

Myślicie, że to koniec historii? Niestety nie

Okazuje się, że pies jest zaczipowany. Ma na imię KASTOR. Lekarka dzwoni do właściciela, ten twierdzi, że przyjedzie. Czekamy.

W międzyczasie rozmawiamy, snujemy domysły jak mogło do tego dojść? Przez głowę biegną rożne myśli, także niezbyt pochlebne o właścicielu, braku odpowiedzialności ale także takie, że czasem psy uciekają, nawet przez wysokie ogrodzenie. Czekamy dalej próbując ogarnąć umysłem całą sytuację. To co czekało nas później przeszło jednak najśmielsze oczekiwania.

Pan WITOLD, starszy mężczyzna, a może tylko tak wyglądał…. Wysiadł z auta, zero pytań o psa, czujemy, że jest w tym wszystkim jakieś drugie dno. I jest. Dramat ludzkiego nieszczęścia, biedy i cierpienia. Dramat samotnego ojca, który od lat wychowuje i samodzielnie opiekuje się 25 letnim synem cierpiącym na cztero kończynowe porażenie mózgowe. Pan Witold zdenerwowany, bo gdy jest tu, jego syn jest w domu sam. Wchodzi do lekarza, chwilę rozmawia. Lekarka woła mnie, Pan Witold podejmuje decyzję o eutanazji Kastora. Bo nie chce, nie może, bo go nie stać, bo po prostu po ludzku NIE PODOŁA, bo ciężko chory syn czeka sam w pustym domu.
Wchodzę do gabinetu i rozmawiam. Pan Witold mówi, zaczyna mi to wszystko opowiadać, o swoim życiu, o synu, o wszystkim. Płacze. Proszę, żeby zrzekł się psa na rzecz naszej fundacji. Robi to od razu, rozmawiamy dalej. Pytam jak mogę pomóc jemu i jego synowi, pytam czy potrzebny mu jest chociaż węgiel na zimę….. pytam o wszystko. Pan Witold płacze i mówi, żebym go o to nie pytała, bo go to denerwuje a on jest już po 5 zawałach i ma by-passy. Więc nie pytam. Mówię, żeby wracał już do syna.

Nie ogarniam, bo tego nie da się ogarnąć. Agata, Aga i Eryk też nie ogarniają. Nie umiem nawet tego wszystkiego opisać właściwymi słowami. Nie mogę też opowiedzieć Wam tego wszystkiego co usłyszałam od Pana Witolda.

Wiem jedno i bardzo na Was liczę. Wszyscy musimy pomóc Kastorowi. Koszt jego leczenia i rehabilitacji jest ogromny….

 ….. Minęło już półtora miesiąca,

odkąd w naszym życiu pojawił się Kastor. Wspólnie z cudowną ekipą profesjonalistów z lecznicy SFORA podjęliśmy decyzję o ratowaniu zdruzgotanej łapy psa. Kastor ma już za sobą trzy operacje, ale wieści są dobre! Kości zaczęły się zrastać.

 CO DALEJ?

Eryk od pierwszych dni deklarował, iż da Kastorowi dom jak tylko ten będzie w stanie opuścić lecznicę. Jak mantrę powtarzał słowa: Kastor jest mój, to mój pies, Kastor ma dom. I rzeczywiście, Kastor mieszka teraz u Eryka, Eryk dobrze się nim opiekuje, ale niestety zmienił zdanie. Kastor może przebywać u Eryka jedynie chwilowo. Musimy jak najszybciej znaleźć Kastorowi stały dom i odpowiedzialnego opiekuna. Tak więc szukamy wyjątkowego człowieka, dla wyjątkowego psa. Człowieka na dobre i na złe, człowieka na resztę życia. Nowy opiekun dożywotnio będzie mógł liczyć na pomoc naszej fundacji w opiece nad Kastorem.

Wszystkich, którzy chcą i mogą pomóc Kastorowi prosimy o wpłaty na konto 90 2130 0004 2001 0484 9634 0001 (LINK) z dopiskiem KASTOR.
 Pieniądze potrzebne są na leczenie i rehabilitację Kastora.

Osoby zainteresowane adopcją prosimy o kontakt telefoniczny 660-452-101 lub mailowy biuro@fundacjakaruna.org

Czytaj więcej

Antoś

ANTOŚ

aktualizacja 02.12.2013

Cudny Antoś znalazł cudownych ludzi i dwie kocie towarzyszki. Dziękujemy!

………………………………………………………

Antoś, krówkowy kot, niby jeden z tysięcy, a jednak kot niezwykły. Jeśli nigdy nie przeżyliście miłości od pierwszego wejrzenia, aby w nią uwierzyć, powinniście poznać Antosia. On kocha człowieka na dzień dobry – tak po prostu i jednocześnie tak niezwykle. Jest młodym, około rocznym, przystojnym chłopakiem. Otwartym na świat, człowieka ale przede wszystkim na czułości. Powinien mieć na imię Szczęście, bo ktoś z jego osobowością może ofiarować tylko szczęście, radość i masę czułości.

Antoś jest zaszczepiony i wykastrowany. W pełni zdrowy. Jest po prostu CUDOWNY.

Kontakt w sprawie adopcji 660 452 101 lub mailowo biuro@fundacjakaruna.org

 

 

 

Czytaj więcej

BLACKY – mały, czarny węgielek szuka dobrego ludzkiego serduszka.

Mamy w Wesołej małe (15 osobowe) stadko kotów. Opiekujemy się nimi codziennie, większość z nich to czarnulki. Blacky pojawił się niedawno, razem z mamą i resztą rodzeństwa. Mamy już plan sterylkowy, ale zanim go zrealizujemy trzeba pomóc kociulkowi. Przez trzy dni go obserwowaliśmy, nie uciekał, siedział w pozycji brzusznej a na grzbiecie wzdłuż kręgosłupa pasmo nastroszonego futerka. Podchodził do jedzenia, ale nawet najsmaczniejsze kawałki liznął kilka razy i odchodził. Zgarnęliśmy go. Jest w lecznicy. Nie jest dziki, mruczy kiedy lekarze biorą go na ręce. Jest w tej chwili na obserwacji ale tuż po zaszczepieniu musimy znaleźć mu chociażby dom tymczasowy. Został odrobaczony.

Wszystkich, którzy chcą i mogą pomóc Blackiemu prosimy o wpłaty na konto 90 2130 0004 2001 0484 9634 0001 (LINK) z dopiskiem Blacky

Dziękujemy i prosimy o przesyłanie info o kicusiu wszystkim znajomym. Kto wie kto pokocha maluszka.

Czytaj więcej