aktualizacja 23.11.2013
Kastor mieszka już w nowym domu z kochającą go opiekunką 🙂
………………………………………………………
A tak naprawdę tragiczna historia psa, jego rodziny i grupki ludzi, którzy spotkali się we właściwym miejscu, o właściwej porze by spróbować uratować jedno psie życie.
PIES
To stało się 16 września około godziny 20:00 na skrzyżowaniu ul. Grochowskiej i Podolskiej w Warszawie. Jedziemy ul. Grochowską a na skrzyżowaniu, na wysepce oddzielającej dwa pasy ruchu, widzę grupkę ludzi i leżącego w kałuży krwi dużego psa. Zawracamy, zatrzymujemy się i biegniemy do nich. Eko patrol wezwany, nie wezwany? Nie wiemy…. Dyżurny stwierdził, że patrol się zbiera więc nie wiadomo kiedy przyjadą. Szok, co to znaczy się zbiera? Jeden je obiad, drugi siedzi w kiblu, czy jeszcze jest w domu? Nie wiemy, przecież EKO PATROL Straży Miejskiej ma działać teoretycznie 24h na dobę!
Nieważne, za to zabierzemy się później, teraz ważny jest on, duży przepiękny owczarek niemiecki. Przerażony, smutny, w szoku, krwawiący, nie za bardzo widać skąd. Szybka decyzja, jedziemy do najlepszej lecznicy całodobowej jaką znam, Sfora na szczęście jest tylko kilka kilometrów od miejsca wypadku. Po drodze dzwonię do pani weterynarz, mówię co i jak, w odpowiedzi słyszę krótkie „przygotowujemy gabinet i czekamy”. Pełny profesjonalizm. Dojeżdżamy, w poczekalni pacjenci, ale nie pozostają bez pomocy, dwie lekarki w tym szefowa całego przybytku czeka na nas. Bierzemy nosze, nie jest łatwo wyjąć 40 kilogramowego, ciężko rannego psa… Udaje się, kładziemy go na stół, czekamy…
LEKARKI
Szybko, tak jak zawsze powinno to wyglądać, zabierają się do pracy. Uwijają się jak w ukropie, wszystko dzieje się jak na najlepszym filmie o oddziale ratownictwa. Dokładne oględziny pacjenta, w tym samym czasie wenflon, kroplówki, zastrzyki i wszystko to, co w tej tragicznej sytuacji gdzieś w głębi zaczynam podziwiać. Widzę w tych wszystkich czynnościach pełny profesjonalizm ale najważniejsze, że widzę w dwóch kobietach lekarki przez duże L. Widzę to, czego często nie widzę nawet u ludzkich lekarzy. Widzę prawdziwe zaangażowanie i prawdziwą walkę o życie. DZIĘKUJĘ. Dziękuję, że znowu poczułam, że zwierzę jest PACJENTEM, a nie jakimś zwierzakiem potrąconym przez samochód.
LUDZIE
Agata. Widziała tego biedaka idącego prawą stroną trzypasmowej ulicy, właśnie zawracała, żeby zgarnąć go z jezdni. Nie zdążyła…
Gnój. Jadący za Agatą bandyta, nawet nie zdjął nogi z gazu, uderzył psa. Nie zwolnił, uciekł. Tchórz, ludzkie dno. Gdyby to było dziecko pewnie uciekłby tak samo. Miał zielone światło, ale pies był wtedy na pasach, szedł po przejściu dla pieszych. Zielone światło to NIE JEST licencja na zabijanie. Zdarza się, że dziecko a nawet dorośli nagle wbiegają na czerwonym świetle, bo np. pędzą do stojącego na przystanku autobusu czy tramwaju. Brzydzę się i wierzę, że karma powraca, że kiedyś spotka go coś takiego, co spowoduje, że zrozumie jak bardzo w tej jednej chwili się odczłowieczył.
Andrzej. Świetny gość, po prostu był. Podszedł i od razu zaproponował Agacie pomoc, natychmiast pobiegł po swój samochód, podjechał i czekał na ?co dalej?. To do jego samochodu zapakowaliśmy psiaka, bez troski o to czy autko się pobrudzi. Dzięki Andrzej, jesteś wielki. Cieszę się, że Cię poznałam.
Eryk. Człowiek kosmos, dzień wcześniej wrócił do Polski po wielu latach a tu bach ? ciężkie spotkanie z rzeczywistością. Numer 112 bez odzewu ? szok pierwszy, Eko patrol ?zbiera ekipę?, nie wiadomo czy w ogóle przyjadą ? szok drugi, kierowca samochodu, który potrącił psa ucieka – szok trzeci. Eryk po prostu wysiadł z tramwaju, to był jego przystanek. Od razu podszedł do Agaty, Andrzeja i cierpiącego psa. Od razu zaczął z psem rozmawiać. Mówił mu, że wszystko będzie dobrze, że ma żyć, że nie jest już sam i że nikt go tu nie zostawi. A w domu Eryka mieszka 12 letnia sunia – chora na raka. Agata, Eryk i Andrzej ? trójka obcych sobie ludzi ? ratują psa.
Marek. Po prostu przejeżdżał, natychmiast się zatrzymał, natychmiast wyjął matę z samochodu, żeby położyć na niej rannego. Człowiek konkret. Dlaczego? Bo tak trzeba i tak powinien postąpić każdy, absolutnie każdy. Ale zrobiła to tylko grupka tych ludzi. Marek także pojechał z nami do lecznicy, bo wiedział, że toczy się walka o życie. Dziękujemy za pomoc, bardzo i z głębi serca.
Aga. To ona zauważyła tych wszystkich ludzi i krwawiącego psa, a potem pomogła wnosić go lecznicy i razem z Erykiem głaskała go po głowie.
Beata czyli ja. Skromna moc sprawcza tego wieczoru. Samozwańcza, późniejsza kierowniczka akcji, która dzięki tym wszystkim ludziom, mogła podjąć kilka ważnych dla ratowania tego psa decyzji.
DIAGNOZA
Złamanie otwarte lewej, tylnej łapy, cała kończyna na zdjęciu RTG wygląda jak puzzle. Prawe kolano uszkodzone, miednica prawdopodobnie też, kręgosłup na szczęście cały. Wszystko okaże w ciągu najbliższych godzin. Jest krew w moczu, choć pęcherz cały. Za wcześnie na 100% pewność, czasem zdarza się, że gdzieś z mikro urazu sączy się krew, nie widać tego nawet na USG, dlatego trzeba czekać. Czekamy. Dziś (17 września) diagnozę postawi ortopeda, zoperuje psa, decyzja w jego rękach, wiemy że zrobi to co będzie najlepsze dla pacjenta. Albo składanie puzzli, albo amputacja. Złamania otwarte są zawsze bardzo trudne.
Myślicie, że to koniec historii? Niestety nie
Okazuje się, że pies jest zaczipowany. Ma na imię KASTOR. Lekarka dzwoni do właściciela, ten twierdzi, że przyjedzie. Czekamy.
W międzyczasie rozmawiamy, snujemy domysły jak mogło do tego dojść? Przez głowę biegną rożne myśli, także niezbyt pochlebne o właścicielu, braku odpowiedzialności ale także takie, że czasem psy uciekają, nawet przez wysokie ogrodzenie. Czekamy dalej próbując ogarnąć umysłem całą sytuację. To co czekało nas później przeszło jednak najśmielsze oczekiwania.
Pan WITOLD, starszy mężczyzna, a może tylko tak wyglądał…. Wysiadł z auta, zero pytań o psa, czujemy, że jest w tym wszystkim jakieś drugie dno. I jest. Dramat ludzkiego nieszczęścia, biedy i cierpienia. Dramat samotnego ojca, który od lat wychowuje i samodzielnie opiekuje się 25 letnim synem cierpiącym na cztero kończynowe porażenie mózgowe. Pan Witold zdenerwowany, bo gdy jest tu, jego syn jest w domu sam. Wchodzi do lekarza, chwilę rozmawia. Lekarka woła mnie, Pan Witold podejmuje decyzję o eutanazji Kastora. Bo nie chce, nie może, bo go nie stać, bo po prostu po ludzku NIE PODOŁA, bo ciężko chory syn czeka sam w pustym domu.
Wchodzę do gabinetu i rozmawiam. Pan Witold mówi, zaczyna mi to wszystko opowiadać, o swoim życiu, o synu, o wszystkim. Płacze. Proszę, żeby zrzekł się psa na rzecz naszej fundacji. Robi to od razu, rozmawiamy dalej. Pytam jak mogę pomóc jemu i jego synowi, pytam czy potrzebny mu jest chociaż węgiel na zimę….. pytam o wszystko. Pan Witold płacze i mówi, żebym go o to nie pytała, bo go to denerwuje a on jest już po 5 zawałach i ma by-passy. Więc nie pytam. Mówię, żeby wracał już do syna.
Nie ogarniam, bo tego nie da się ogarnąć. Agata, Aga i Eryk też nie ogarniają. Nie umiem nawet tego wszystkiego opisać właściwymi słowami. Nie mogę też opowiedzieć Wam tego wszystkiego co usłyszałam od Pana Witolda.
Wiem jedno i bardzo na Was liczę. Wszyscy musimy pomóc Kastorowi. Koszt jego leczenia i rehabilitacji jest ogromny….
….. Minęło już półtora miesiąca,
odkąd w naszym życiu pojawił się Kastor. Wspólnie z cudowną ekipą profesjonalistów z lecznicy SFORA podjęliśmy decyzję o ratowaniu zdruzgotanej łapy psa. Kastor ma już za sobą trzy operacje, ale wieści są dobre! Kości zaczęły się zrastać.
CO DALEJ?
Eryk od pierwszych dni deklarował, iż da Kastorowi dom jak tylko ten będzie w stanie opuścić lecznicę. Jak mantrę powtarzał słowa: Kastor jest mój, to mój pies, Kastor ma dom. I rzeczywiście, Kastor mieszka teraz u Eryka, Eryk dobrze się nim opiekuje, ale niestety zmienił zdanie. Kastor może przebywać u Eryka jedynie chwilowo. Musimy jak najszybciej znaleźć Kastorowi stały dom i odpowiedzialnego opiekuna. Tak więc szukamy wyjątkowego człowieka, dla wyjątkowego psa. Człowieka na dobre i na złe, człowieka na resztę życia. Nowy opiekun dożywotnio będzie mógł liczyć na pomoc naszej fundacji w opiece nad Kastorem.
Wszystkich, którzy chcą i mogą pomóc Kastorowi prosimy o wpłaty na konto 90 2130 0004 2001 0484 9634 0001 (LINK) z dopiskiem KASTOR.
Pieniądze potrzebne są na leczenie i rehabilitację Kastora.
Osoby zainteresowane adopcją prosimy o kontakt telefoniczny 660-452-101 lub mailowy biuro@fundacjakaruna.org
